Forum Mity Świata Strona Główna   Mity Świata
Dyskusje na temat mitów
 


Forum Mity Świata Strona Główna -> Strefa Poetycka -> Kolec Wyverny
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
  Post Kolec Wyverny - Wysłany: Wto 17:52, 21 Cze 2011  
Amras Helyanwe
Śmiertelnik



Dołączył: 12 Cze 2011
Posty: 38
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/7
Skąd: Rivia


Słowem wyjaśnienia - opowiadanie pisane na potrzeby konkursu literackiego w I klasie gimnazjum, czyli 2 lata temu Mruga Sporo niedociągnięć, dziecinnej naiwności, błędów i powtórzeń, nie będę już poprawiał, z sentymentu. Mam nadzieję że się spodoba Wesoly Wprawne oko dostrzeże dwie rzeczy, które mnie mocno zainspirowały xD Miłego czytania.




Było już ciemno. Wiatr wiał, a deszcz uderzał o parapet. Już nadszedł czas. Do zadania, jakie powierzył mu król Fathor, przygotowywał się w komnacie w zamku. Było to zadanie niezwykle proste do wykonania. Miał zabić harpie, które widziano nad wioską i zniszczyć gniazdo, jeśli takowe założyły. Było oczywiste, że osiedliły się w pobliskich górach. Król, nie znając się na potworach, za wykonanie zadania obiecał mu tysiąc rumorskich koron. Zadanie było warte co najwyżej połowę tej sumy, jednak Esgar nie wyprowadzał monarchy z błędu. Zakon Gryfa, do którego należał, bardzo potrzebował pieniędzy.
Do wykonania zadania przygotowywał się tak jak zwykle, a więc niespiesznie, spokojnie. Czasu miał dużo, spodziewał się zastać harpie w gnieździe dopiero późno w nocy, a przecież dopiero co zapadł zmrok.
Przed sobą na stole miał niedużą skrzyneczkę. Otworzył ją. Wewnątrz, ciasno, w wyłożonych suchą trawą przegródkach, stały flakoniki z ciemnego szkła. Wyjął trzy. Z podłogi wziął podłużny pakunek, grubo owinięty owczymi skórami, i okręconym rzemieniem. Rozwinął, go, wydobył miecz z ozdobną rękojeścią, w czarnej, lśniącej pochwie pokrytej rzędami runicznych znaków i symboli. Obnażył ostrze, które rozbłysło lustrzanym blaskiem. Klinga była z czystego srebra.
Esgar wyszeptał formułę, wypił po kolei zawartość dwu flakoników, po każdym łyku kładąc lewą dłoń na głowni miecza. Potem usiadł na podłodze. W komnacie nie było żadnego krzesła.
Siedział nieruchomo, z zamkniętymi oczami. Jego oddech, początkowo równy, stał się nagle przyspieszony, chrapliwy, niespokojny. A potem ustał zupełnie. Dzięki wypitej mieszance miał pełną kontrolę nad wszystkimi organami ciała. Dla człowieka, który nie był tak jak Esgar przyzwyczajony do niej od dziecka, byłaby to śmiertelna trucizna.
Wyszedł z komnaty. Góry, w których mieszkały harpie, leżały około mili drogi od miasta. Poszedł do stajni, w której zakwaterowany został jego Gryf.
Członkowie Zakonu Gryfa w walce i do poruszania się wykorzystywali Gryfy, które przed setkami lat zawarły z ludźmi przymierze w walce z wszelkimi potworami żyjącymi na Ziemi. W związku z tym przymierzem owe istoty godziły się na dosiadanie ich podczas walki. Towarzyszyły też swym jeźdźcom do końca życia. Po śmierci Gryfa, jego jeździec odchodził z Zakonu i wiódł życie pustelnika po kres swych dni. W przypadku, gdy ginął jeździec, Gryf wracał w miejsce, z którego wyruszył do siedziby Zakonu. I również żył tam aż do śmierci.
Esgar założył na swego wierzchowca zbroję wykonaną ze lśniącej stali, która została wykuta przez krasnoludy w Kuźni Przeznaczenia. Eliand, bo tak się nazywał jego Gryf, przy wkładaniu hełmu ozdobionymi orlimi skrzydłami ze złota zamruczał. Chociaż w żadnym języku nie mogli rozmawiać, to rozumieli się bez słów. Był to bez wątpienia efekt częstego przebywania ze sobą.
Była to kolejna ich wspólna bitwa. Przed każdą taką obaj zadawali sobie pytanie, czy nie będzie to ich ostatnia wspólna walka. Jednak jak dotąd mieli na tyle szczęścia, że z każdej opresji udawało im się wyjść obronną ręką.
Nadszedł już czas i wyszli ze stajni. Szli obok siebie, Esgar nie chciał narażać Elianda na dodatkowe obciążenie, sama gryfia zbroja dużo ważyła. Zresztą, to była tylko jedna mila.
Szybko dotarli na miejsce. Góry z bliska wydawały się mniejsze, niż można byłoby sądzić, patrząc na nie z okien domów Rumoru.
Pierwszą harpię Esgar dostrzegł już po kilkunastu metrach wspinaczki. Podleciała do niego, a on, mając wolną tylko jedną rękę, złapał ją za szyję i z wielką siłą uderzył jej głową o skały. Korzystając z dezorientacji przeciwnika, wdrapał się na półkę skalną. Wyjął miecz z pochwy i oczekiwał ponownego ataku stwora. Nie musiał długo czekać. Podleciała do niego, gotowa dziobać go swym długim dziobem. Skoczył do niej, ciął mieczem w skrzydła.
- Giń poczwaro - mówiąc to szybkim cięciem pozbawił harpię głowy.
Następną spotkał już tuż - tuż przy samym szczycie góry. Podleciała do niego i pazurami rozdarła mu lewy policzek. Zapiekło go w tym miejscu. Odwinął się mieczem, uderzył w skrzydło i rozerwał błonę w tym miejscu. Pozbawił ją tym samym możliwości wzlatywania, czyli ataku z zaskoczenia. Jednak ona nie chciała tak łatwo żegnać się z życiem. Zaatakowała jego szyję. Gdy jej ręka była już przy jego gardle, ten cofnął się i odciął mieczem jej rękę. W tym momencie do walki wkroczył Eland. Chwycił harpię w szpony, wzleciał z nią kilka metrów nad ziemię i przy krawędzi półki wypuścił.
Gdy byli już na samym szczycie, ujrzeli kompletnie inny widok, niż ten, na jaki byli przygotowani. Zamiast gniazda harpii zoczył duże wejście do groty. Domyślał się, do kogo owa jaskinia należała. Nagle usłyszał ogłuszający ryk. Odwrócił się.
Nie mylił się…
Za nim stał wielki wyvern.
Potwór ten był najdorodniejszym przedstawicielem swojego gatunku jakiego Esgar widział w życiu. Miał siedem metrów długości. Przypominał nieco małego smoka. Stał na tylnych łapach zakończonych kilkunastocalowymi szponami. Całe jego ciało pokryte było grubą gadzią łuską w ciemnozielonym kolorze. Podbrzusze tego gada było chronione cieńszą i jaśniejszą łuską. Podłużna głowa potwora, przypominająca łeb krokodyla, umieszczona była na długiej i grubej szyi. W potężnej paszczy błyszczał rząd długich zębów. Z pyska wysuwał się raz po raz długi, rozdwojony, wężowaty język. Potwór nie posiadał uszu. Jeżeli chodzi o przednie kończyny, to u tego wyverna stanowiły jedność ze skrzydłami. Same skrzydła miał potężne, o rozpiętości kilkunastu metrów. Pozwalają one potworowi momentalnie wzbić się w powietrze, a ich uderzenie było bardzo mocne. Przypominały błoniaste skrzydła nietoperza, jednak były nieporównywalnie mocniejsze, gdyż pokryte grubą skórą koloru łusek. Równowagę dla potężnego łba i długiej szyi stanowił jeszcze dłuższy ogon. Oprócz tego przy jego pomocy wyvern sterował swoim lotem, służył mu także jako śmiercionośna broń. Sama siła ciosu ogona była straszliwa. Był on dodatkowo zakończony długim kolcem jadowym, przypominającym ten mantikory czy skorpiona. Trucizna była bardzo skuteczna.
Potwór wzleciał w powietrze, a następnie z wielką siłą zaatakował skrzydłami. Wylądował, zamachnął się. Esgarowi udało się uniknąć ciosu. Niewiele o wyvernach wiedział. Domyślał się, że najsłabszymi jego punktami są oczy i podbrzusze, gdzie łuski są cieńsze. Jego szansa mogła się również kryć w skrzydłach przeciwnika.
Potwór kłapnął szczękami tuż nad głową Esgara. Bestia wzleciała wysoko w górę i znowu zaatakowała. Jednak niecelnie, gdyż przeszkodził jej w ataku Eliand.
Esgar wskoczył na swojego Gryfa, chciał spróbować walki w powietrzu. Wzlecieli kilkanaście metrów w górę, bestia za nimi. Szybko ich dogoniła, obróciła się, i uderzyła ogonem. Trafiła dlatego, że Elianda oślepiło słońce i nie wiedział, w którą stronę ma zrobić unik. Wojownik spadł z dużej wysokości. Leżał na plecach, jednak szybko się podniósł, widząc nadlatującego wyverna. Gdy przelatywał nad ziemią, to zrobił taki wiatr swymi potężnymi skrzydłami, że aż zachwiało Esgarem. Oglądał on z zachwytem powietrzną walkę dwóch wielkich istot, które wyglądały z oddali jak jastrząb z gołębiem. Wrócili oni nad szczyt góry i Esgar mógł się przyłączyć do bitwy.
Gdy wyvern zajęty był Gryfem, Esgar podbiegł do niego i cięciem miecza rozdarł mu błonę na skrzydle, tak jak to zrobił już jednej harpii. Bestia zawyła w bólu, i machnęła ogonem. Uderzyła go w brzuch, a ten odleciał kilka metrów do tyłu. Pomimo bólu w żebrach czuł radość - osiągnął swój cel. Potwór nie mógł już im uciec w powietrze. W związku z tym szanse się diametralnie zmieniły na korzyść członków Zakonu Gryfa.
Wyvern znowu popełnił głupi błąd, na dodatek taki sam jak przedtem, całkowicie zapomniał o obronie i skupił się tylko na jednym przeciwniku. Esgar znowu to wykorzystał, wturlał się pod brzuch bestii. Dźgnął mieczem w okolicach lewej nogi. Potwór z bólem upadł na plecy. Esgar podbiegł i zadał cios w brzuch stwora, wbił miecz po samą rękojeść, a następnie przekręcił go w ranie, jak uczyli go przed laty w Zakonie. Głośny ryk wstrząsnął okolicą.
Walka była skończona.
Esgar, chcąc mieć pewność, że ten wyvern nikomu nie wyrządzi mu krzywdy, podszedł do niego, aby odciąć mu głowę. Chciał ją dać również królowi Fathorowi, aby ten zapłacił mu więcej pieniędzy.
Gdy był już przy bestii, upadł na kolana. Był bardzo zmęczony. W pobliżu położył się Gryf, obserwując, co robi jego jeździec. Esgar uniósł miecz i… Eliand podniósł się w niepokoju. Wojownik wypuścił miecz z rąk, który upadł z brzękiem obok niego. Dziwnie się poczuł. Spojrzał do tyłu. Z jego nogi sterczał kolec. Kolec wyverna. Wiedział, że ma niewiele czasu. Musiał jak najszybciej zażyć antidotum, które miał w torbie…
Jednak torby nigdzie nie było.
Wodził wokół coraz bardziej mętnym wzrokiem. Podszedł do niego jego Gryf, który nie wiedział, co dzieje się z jego panem. Esgar wstał. Podążył w stronę wejścia do groty. Po kilku metrach upadł. Wstał na kolana. Rozłożył ręce, krzyknął. Bardzo cicho. Głos ledwo dobył się z jego gardła.
A potem nie zrobił już nic. Zastygł w bezruchu, pokrył się kamieniem. Tak właśnie działał jad wyverna - niczym wzrok bazyliszka. Obok Esgara skamieniał również jego miecz.
Eliand zawył w bólu.


Post został pochwalony 0 razy
 
Zobacz profil autora
Powrót do góry  

  Post  - Wysłany: Pon 19:23, 27 Cze 2011  
Neysis
Moderator
Moderator



Dołączył: 06 Mar 2011
Posty: 92
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/7
Skąd: Ateny
Płeć: Bogini


Uwielbiam opowieści a'la wiedźmin, bo z nim mi się to skojarzyło. To pierwszy plus. Drugi to taki, że wprost uwielbiam gryfy i hipogryfy. Wszystko co mityczne, jest mile widziane.

Jednym słowem opowiadanko fenomenalne. Czekam na więcej.


Post został pochwalony 0 razy
 
Zobacz profil autora
Powrót do góry  

  Post  - Wysłany: Wto 14:30, 28 Cze 2011  
Amras Helyanwe
Śmiertelnik



Dołączył: 12 Cze 2011
Posty: 38
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/7
Skąd: Rivia


Bardzo dziękujęWesoly Tak, mocno inspirował mnie wiedźmin, co od razu widać Mruga I jeszcze dodatkowo fragmenty z gry Heroes of Might and Magic (dot. Zakonu Gryfów), bardzo lubię tą grę Wesoly


Post został pochwalony 0 razy
 
Zobacz profil autora
Powrót do góry  

  Forum Mity Świata Strona Główna -> Strefa Poetycka -> Kolec Wyverny Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)  
Strona 1 z 1  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

   
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  



fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001-2003 phpBB Group
Theme created by Vjacheslav Trushkin
Regulamin